Kiedy hobby stało się kolejnym projektem?
Samo pragnienie rozwoju nie jest niczym złym. Satysfakcja z tego, że biegamy szybciej, coraz lepiej malujemy albo potrafimy ułożyć puzzle w krótszym czasie, może być ogromna. Problem zaczyna się wtedy, gdy niemal każda aktywność zaczyna potrzebować uzasadnienia.
Czy to mnie rozwija? Czy czegoś się dzięki temu uczę? Czy mogę być w tym lepsza? Czy można na tym zarobić? Czy warto pokazać efekt? W ten sposób logika pracy bardzo łatwo przenika do czasu wolnego. Zamiast po prostu coś robić, zaczynamy zarządzać własnym hobby.
Pojawia się plan, cel, mierzenie postępów i porównywanie się z innymi. Coś, co miało być przestrzenią swobody, zaczyna niepostrzeżenie przypominać kolejny projekt do zrealizowania.
Nie wszystko musi prowadzić do rezultatu
Przez znaczną część dnia funkcjonujemy w świecie rezultatów. Kończymy zadania, odpowiadamy na wiadomości, realizujemy projekty, pilnujemy terminów i podejmujemy decyzje. Nawet rzeczy, które robimy dla siebie, często mają określony cel: ćwiczymy dla zdrowia, uczymy się języka, żeby lepiej mówić, gotujemy, żeby przygotować posiłek.
Hobby może być jedną z niewielu przestrzeni, w których rezultat nie jest konieczny. Możesz czytać książkę i jej nie skończyć. Możesz malować i nigdy nikomu nie pokazać obrazu. Możesz pielęgnować rośliny bez ambicji stworzenia imponującej domowej dżungli. Możesz układać puzzle bez mierzenia czasu, a nawet zostawić je niedokończone.
Nie każda godzina musi prowadzić do czegoś, co da się pokazać, policzyć albo wykorzystać. Czas spędzony przy czymś, co po prostu sprawia nam przyjemność, nie jest czasem zmarnowanym.
Czy naprawdę musimy być dobrzy w swoich hobby?
To ciekawe, jak szybko pojawia się potrzeba bycia „dobrym” również w rzeczach, które robimy dla przyjemności. Zaczynamy rysować i porównujemy swoje prace z ilustratorami. Biegamy i patrzymy na tempo innych osób. Robimy na drutach i widzimy w internecie perfekcyjne swetry. Układamy puzzle i odkrywamy ludzi, którzy potrafią ułożyć 500 elementów w czasie, w którym my dopiero kończymy sortowanie.
Tylko że hobby nie jest egzaminem. Nie musisz być dobra w czymś, żeby czerpać z tego przyjemność. Możesz śpiewać nieczysto, robić nierówne kubki z gliny, piec niezbyt fotogeniczne ciasto albo układać puzzle bardzo, bardzo wolno.
Przyjemność nie wymaga kompetencji. I być może właśnie hobby jest dobrym miejscem, żeby sobie o tym przypominać.
Kiedy hobby zamienia się w „side hustle”
Jest jeszcze jedna charakterystyczna współczesna pokusa. Jeśli robisz coś dobrze, być może można to sprzedać. Tworzysz ceramikę? Załóż sklep. Robisz zdjęcia? Przyjmuj zlecenia. Szydełkujesz? Sprzedawaj swoje prace. Piszesz? Załóż newsletter.
Oczywiście hobby może stać się pracą — i dla niektórych osób będzie to wspaniała droga. Ale nie musi. Monetyzacja zmienia relację z wykonywaną czynnością. Pojawiają się klienci, terminy, koszty, oczekiwania i konieczność powtarzania tego, co wcześniej robiliśmy wyłącznie wtedy, gdy mieliśmy na to ochotę.
Czasem warto więc zachować coś tylko dla siebie. Coś, czego nie trzeba zamieniać w produkt, markę ani dodatkowe źródło dochodu. Coś, co istnieje wyłącznie dlatego, że lubimy to robić.
A co z samorozwojem?
Presja produktywności potrafi pojawić się nawet w bardzo subtelnej formie. Nie musimy już zarabiać na hobby. Wystarczy, że powinno nas ono „rozwijać”.
Czytanie poszerza słownictwo. Szachy ćwiczą strategiczne myślenie. Puzzle angażują różne procesy poznawcze. Rękodzieło wymaga koncentracji. I to wszystko może być interesujące. Na blogu Piece of Mind sami lubimy zaglądać do psychologii, neuronauki czy matematyki, żeby lepiej zrozumieć, co dzieje się podczas układania puzzli.
Ale istnieje tutaj pewna pułapka. Jeżeli każdą przyjemność musimy usprawiedliwić jej korzyściami, to nawet odpoczynek zaczynamy traktować jak inwestycję. Nagle nie wystarcza nam informacja, że lubimy spacerować — chcemy wiedzieć, ile kroków zrobiliśmy. Nie wystarcza, że lubimy czytać — zaczynamy liczyć przeczytane książki. Nie wystarcza przyjemność z układania puzzli — potrzebujemy dowodu, że ćwiczymy przy tym mózg.
A przecież nie trzeba udowadniać, że coś poprawia pamięć, koncentrację albo kreatywność, żeby mieć prawo spędzić przy tym sobotni wieczór. „Lubię to” jest wystarczającym argumentem.
Hobby może być przestrzenią bez oceny
Przez dużą część życia jesteśmy oceniani. W pracy, w szkole, w mediach społecznościowych. Czasem przez innych, a czasem przede wszystkim przez siebie. Czy zrobiłam wystarczająco dużo? Czy efekt jest dobry? Czy mogłam zrobić to lepiej?
Hobby może działać według zupełnie innych zasad. Nie ma KPI, terminu, klienta ani obowiązku publikowania rezultatu. Nikt nie musi wystawiać oceny. Można coś robić tylko dlatego, że dobrze jest to robić.
To zaskakująco duża wolność — mieć w życiu choć jedną rzecz, w której nie trzeba niczego nikomu udowadniać.
Dlaczego analogowe hobby szczególnie dobrze się do tego nadaje?
Jest coś szczególnego w czynnościach wykonywanych rękami: czytaniu papierowej książki, rysowaniu, ceramice, robieniu na drutach, gotowaniu dla przyjemności, pielęgnowaniu roślin czy układaniu puzzli.
Ich tempo jest w pewnym sensie narzucone przez samą czynność. Nie da się przesunąć palcem i natychmiast znaleźć się pięćdziesiąt elementów dalej. Każdy puzzel trzeba wziąć do ręki, obejrzeć, porównać, spróbować dopasować, czasem odłożyć i sięgnąć po następny.
To bardzo zwyczajne czynności. Nie dzieje się w nich nic spektakularnego. I może właśnie dlatego bywają tak przyjemne. Pozwalają przez chwilę pozostać przy jednej rzeczy, zamiast przeskakiwać pomiędzy kolejnymi bodźcami.
Puzzle są trochę absurdalne. I właśnie w tym tkwi ich urok
Jeśli spojrzeć na układanie puzzli wyłącznie z perspektywy produktywności, trudno znaleźć dla niego uzasadnienie. Kupujemy obraz. Ktoś tnie go na setki małych fragmentów. Wysypujemy je na stół, a potem przez kilka godzin próbujemy przywrócić obraz do stanu, w którym był przed pocięciem. Kiedy skończymy, możemy go rozłożyć i schować z powrotem do pudełka.
Z punktu widzenia efektywności jest to niemal idealnie bezsensowne.
I być może właśnie dlatego puzzle są tak dobrym hobby. Nie muszą prowadzić do niczego poza samym doświadczeniem układania. Nie powstaje raport, nie kończymy ważnego projektu, nie zdobywamy awansu. Przez godzinę albo kilka wieczorów po prostu szukamy elementów.
W świecie, w którym niemal wszystko powinno czemuś służyć, takie „bezproduktywne” zajęcie może być czymś wyjątkowo przyjemnym.
A przecież satysfakcja nadal się pojawia
Brak celu użytkowego nie oznacza braku satysfakcji. Wręcz przeciwnie. Jest moment, kiedy znajdujesz element, którego szukałaś od kilkunastu minut. Nagle łączą się dwa fragmenty obrazu. Z pozornie przypadkowych kolorów wyłania się twarz, drzewo albo skrzydło ptaka.
A na końcu pozostaje jedno puste miejsce i jeden element. Klik. Gotowe.
To mały rezultat. Daje satysfakcję, choć nie musi prowadzić do niczego więcej. I właśnie dlatego różni się od wielu rezultatów, do których dążymy na co dzień.
Nie musisz nawet kończyć
To być może najtrudniejsza część. Lubimy domykać rzeczy. Jeżeli zaczęliśmy książkę, chcemy ją skończyć. Jeżeli rozpoczęliśmy serial, oglądamy kolejne odcinki nawet wtedy, gdy przestał nas interesować. Jeżeli wysypaliśmy 1000 puzzli, pojawia się poczucie, że obraz powinien zostać ułożony.
Ale hobby daje nam również prawo do zmiany zdania. Jeżeli przestało sprawiać przyjemność, można zrobić przerwę. Można wrócić za tydzień albo za miesiąc. Można też schować puzzle do pudełka.
Odpoczynek nie jest zobowiązaniem. Nie musi zostać ukończony ani zaliczony.
Slow hobby nie oznacza robienia wszystkiego wolno
„Slow” łatwo pomylić z powolnością. Tymczasem nie chodzi o to, żeby celowo układać jeden element przez pięć minut albo czytać jedną stronę książki przez kwadrans. Chodzi raczej o brak presji przyspieszania.
Jeśli masz ochotę ułożyć całe 500 elementów jednego wieczoru — świetnie. Jeśli po dwudziestu minutach chcesz skończyć — również dobrze. Jeśli lubisz speed puzzling i największą satysfakcję daje Ci poprawianie własnego czasu, nie ma w tym nic sprzecznego z przyjemnością.
Slow hobby nie narzuca jednego tempa. Daje możliwość dopasowania go do siebie, zamiast podporządkowania wynikom czy oczekiwaniom.
A co, jeśli po prostu lubisz rywalizację?
To również jest w porządku. Speed puzzling istnieje właśnie dlatego, że dla części osób największą przyjemnością jest wyzwanie, strategia i czas. Ktoś inny będzie układał ten sam obraz przez tydzień, robiąc po kilkadziesiąt elementów każdego wieczoru.
Nie chodzi więc o przeciwstawianie „dobrego, spokojnego hobby” ambicji czy rywalizacji. Chodzi o coś prostszego: to Ty możesz zdecydować, czego oczekujesz od swojego wolnego czasu.
Nie każda pasja musi wyglądać tak samo. Co więcej, ta sama osoba jednego dnia może chcieć rywalizować, a innego po prostu spokojnie posiedzieć przy stole.
Może prawdziwym luksusem jest robienie czegoś niepotrzebnego?
Często myślimy o luksusie jako o przedmiotach: pięknych rzeczach, dobrych materiałach, rzemiośle czy designie. Ale być może istnieje również inny rodzaj luksusu.
Godzina, która nie została zoptymalizowana. Wieczór bez planu. Hobby, którego nie zamierzamy monetyzować. Coś, w czym nie próbujemy być najlepsi. Czas spędzony na czynności, która nie musi prowadzić do żadnego praktycznego rezultatu.
W świecie, który nieustannie pyta „po co?”, możliwość odpowiedzenia „bo mam na to ochotę” może być czymś naprawdę cennym.
FAQ – hobby, odpoczynek i produktywność
Czy hobby powinno nas rozwijać?
Może, ale nie musi to być jego głównym celem. Możemy zdobywać nowe umiejętności przy okazji, ale hobby może mieć wartość również wtedy, gdy robimy coś wyłącznie dla przyjemności. Nie każda aktywność w czasie wolnym musi przynosić mierzalne korzyści.
Czy warto mieć hobby, w którym nie jest się dobrym?
Tak. Umiejętność i przyjemność to dwie różne rzeczy. Nie trzeba osiągać wysokiego poziomu, aby czerpać satysfakcję z rysowania, gotowania, puzzli, muzyki czy innych zajęć.
Dlaczego trudno nam odpoczywać bez poczucia winy?
Jednym z powodów może być przyzwyczajenie do oceniania czasu przez pryzmat efektów i wykonanych zadań. W takiej perspektywie czas, który nie prowadzi do widocznego rezultatu, może wydawać się zmarnowany. Tymczasem odpoczynek nie musi być produktywny, aby miał wartość.
Jakie hobby wybrać, jeśli chcę mniej czasu spędzać przed ekranem?
Możliwości jest wiele: puzzle, książki, rysowanie, ceramika, szydełkowanie, gotowanie, pielęgnowanie roślin, gry planszowe czy fotografia analogowa. Najlepsze będzie niekoniecznie to najbardziej „wartościowe”, ale takie, do którego naprawdę masz ochotę wracać.
Czy układanie puzzli jest produktywnym hobby?
Można analizować różne umiejętności i procesy poznawcze wykorzystywane podczas puzzlowania, ale nie trzeba uzasadniać puzzli ich potencjalnymi korzyściami. Mogą być po prostu sposobem na przyjemne spędzenie czasu — i to wystarczy.
Czy trzeba regularnie zajmować się swoim hobby?
Nie. Hobby nie jest kolejnym obowiązkiem. Możesz układać puzzle co tydzień, raz w miesiącu albo wrócić do nich po pół roku. To wolny czas ma dopasować się do Ciebie, nie odwrotnie.
Zostań z nami jeszcze chwilę
Jeśli masz ochotę poczytać więcej o odpoczynku, uważności i przyjemności robienia rzeczy we własnym tempie, zajrzyj także do artykułów
- „Puzzle na jesienne wieczory – jak stworzyć własny rytuał slow evening?”
- „Czym jest flow i dlaczego tak trudno go dziś osiągnąć?”
- „Czy papier jest nowym luksusem?”
- „Jak zwolnić bez wywracania życia do góry nogami?”
- „Dlaczego mózg lubi puzzle?”
Na chwilę przed wyjściem…
Nie musisz układać szybciej ani być w tym dobra. Nie musisz pobić własnego rekordu, pokazać efektu ani nawet skończyć dzisiaj. Możesz zrobić coś tylko dlatego, że przez pół godziny, godzinę albo cały wieczór dobrze Ci z tym było.
Nie wszystko musi prowadzić do czegoś większego. Nie każda chwila musi być inwestycją w przyszłość, rozwój czy kolejny cel. Czasem przyjemność jest wystarczającym rezultatem.